Zarost na twarzy potocznie nazywany brodą, towarzyszy ludzkości już od początku jej dziejów, jednak na przestrzeni wieków rola zarostu i postrzeganie brodaczy przez społeczeństwo, bardzo się zmieniało.
Na przykład w starożytności, brodę kojarzono z mądrością, wiedzą i doświadczeniem. Długa, potężna broda była domeną ludzi oczytanych, którym obce były troski dnia codziennego, a ich myśli skupiały się na rozmyślaniach i filozoficznych wywodach. Trzeba pamiętać że mało kto zarówno wtedy jak i teraz mógł pozwolić sobie na utrzymanie i pielęgnacje tak długiej brody.
Z kolei kilka wieków później, broda zaczęła być utożsamiana z barbarzyńcami, brakiem ogłady i byciu na bakier z higieną. Tak więc stała się ona domeną ludzi dzikich i nieokrzesanych, tylko po to by później znów wrócić do łask.
Jak więc widzicie, popularność brody podobnie jak łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Jednak trudno nie zgodzić się z tym że bez względu na panujące trendy utrzymanie i pielęgnacja brody stanowi nie lada wyzwanie, szczególnie dzisiaj, kiedy nie mamy na nic czasu i jesteśmy wiecznie zabiegani. Na szczęście mamy obecnie wiele odpowiednich i specjalnych kosmetyków które pomagają nam dbać o brodę.
Jednak nawet pomimo tego, na wyjątkowe uznanie zasługuje Norweg Hans Langseth, a konkretnie jego broda która w okresie swojej świetności mierzyła aż pięć metrów i 33 centymetrów. Pan Langseth zmarł w 1927 roku, jednak w przeciwieństwie do kruchości ludzkiego życia, jego broda okazała się ponad czasowa i do dnia dzisiejszego można ją zobaczyć w instytucie Smithsona, który jest największym na świecie kompleksem muzeów i ośrodków edukacyjno-badawczych, a mieści się on w Stanach Zjednoczonych w Waszyngtonie