W zeszłym roku miałem okazję w ramach wyjazdów służbowych zwiedzić trochę świata i zobaczyć jak żyją ludzie w innych kulturach. Więc tak się złożyło że w ramach pracy, musiałem spędzić kilka tygodni w Turcji, gdzie negocjowaliśmy razem z naszymi zagranicznymi kolegami kontrakt na dostawę wysokiej jakości produktów dla naszej firmy. Mieliśmy tyle szczęścia że nasz szef pomyślał za wczasu i na ten okres załatwił nam lokalnego przewodnika, który miał o nas dbać podczas naszego pobytu… Gdy zwiedziliśmy już bary i restauracje przyszła także pora na trochę głębsze poznanie tamtejszej kultury i więc udaliśmy się lokalnego golibrody.

Aktualnie zawód golibrody przeżywa w Europie (ale też na świecie) mały renesans, jednak dalej nie jest zbyt popularny i korzystają z niego jedynie fascynaci oraz osoby dysponujące grubszym portfelem. i ludzie którzy mocno dbają o brodę. Na początku miałem spore obiekcję, bo nie dość że jestem w obcym kraju, jedynie z kolegami z pracy to w dodatku jakiś facet ma mi jeździć ostrą brzytwą po twarzy. Jednak pomimo strachu dałem się skusić (na zasadzie „potrzymaj mi piwo). Zresztą kumple w pracy by mi później tego nie zapomnieli.
Wbrew moim początkowym obiekcjom golenie u golibrody było bardzo przyjemne, a dzięki zastosowaniu podwójnemu goleniu oraz specjalnym okładom, skóra po goleniu nie była ani zaczerwieniona, ani podrażniona – a to bardzo duży plus i znaczna różnica pomiędzy goleniem normalną maszynką. Jak ktoś regularnie czyta mojego bloga to wie że do tej pory każde golenie kończyło się dla mnie podrażnioną czerwoną skórą. Nawet przez pewien czas zastanawiałem się czy może nie zapuścić brody żeby uniknąć problematycznego golenia i jego „efektów ubocznych”.

Jednak tamten wyjazd i wizyta u golibrody pozwoliła mi zrozumieć, że są środki i metody dzięki którym uniknę przykrych podrażnień.